• Wpisów:5
  • Średnio co: 84 dni
  • Ostatni wpis:1 rok temu, 19:14
  • Licznik odwiedzin:1 056 / 510 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Zajęcia na dzisiejszy dzień się skończyły, jednak ja nadal przebywałam w szkole. Nie mogłam wyjść z podziwu. Charlie jest wspaniały! Nie dość, że zechciał ze mną siedzieć, to jeszcze poświęcił mi trochę czasu na oprowadzenie mnie po całym budynku.
- Widzisz- zaczął mówić grubym głosem Dumbledore'a, podając mi kawałek papieru- oto twoja mapa, która zaprowadzi cię na lunch i lekcje algebry! Teraz już się nie zgubisz!
Zaśmiałam się tylko. Nie pamiętam kiedy tak długo się śmiałam, że aż bolał mnie brzuch.
- Nie potrafisz rysować... - odparłam, dalej chichocząc.
- Tylko ci się wydaje.- dodał oburzony - Pani Spears twierdzi zupełnie inaczej. - po czym ponownie zaczął kwiczeć.
Doszliśmy do parkingu przed liceum, bylo tam już pusto. Nie wiedziałam, że ostatni autobus jedzie o 14:50. Niestety, zegar wskazywał pięć minut po trzeciej.
- W takim razie może przejedziesz sie ze mną moim super ekskluzywnym motorowerem?- zachęcał.
- Jeżeli nie robi ci to problemu, to z chęcią. - odpowiedziałam z uśmiechem.
Nie minęła nawet minuta jak oboje siedzieliśmy na niewielkim pojeździe. Nagle silnik zawarczał i odjechaliśmy na zachód- a właściwie tylko skręciliśmy w boczną ulicę- z prędkością 15km/h.
 

 
Szłam przez ogromny korytarz obserwując wszystkich po kolei. Musiało to zabawnie wyglądać. Czułam się jak dziecko w sklepie z zabawkami i słodyczami w jednym.
W końcu doszłam do klasy z numerem 98.
- To tutaj. - szepnęłam sama do siebie spoglądając na dłoń. Zapisałam sobie na niej numer klasy, bo byłam pewna, że na swoją pamięć liczyć nie mogę. Numer się zgadzał.
Stałam przed drzwiami, cała spięta i zestresowana. Bałam się. Pierwsze wrażenie wywieramy na innych w ciągu 30 sekund. Miałam tysiące myśli w swojej głowie. Jak mam wejść do środka? Nie zastanawiałam się nad tym wcześniej. Dumałam tak jeszcze dobre 10 minut, zanim uświadomiłam sobie, że jest grubo po dzwonku.
Zamknęłam oczy, zacisnęłam pięści i pokonując strach wtargnęłam do klasy.
Natychmiast po wejściu zostałam zmierzona ostrym wzrokiem przez nauczycielkę.
- Hm... Roth, czy tak? - bąknęła kobieta.
- Tak. - odrzekłam cicho.
- Jesteś nowa, wybaczam spóźnienie, ale tylko dzisiaj. Pilnuj się. - dodała - A teraz usiądź w wolnej ławce.
Obeszłam klasę. Postanowiłam usiąść obok niebieskookiej blondynki. Ona chyba jednak nie chciała mieć na głowie nowej sąsiadki, ponieważ na wolnym krześle położyła swoją torbę sportową. Przeszłam do drugiego rzędu pod oknem. Znajdował się tam dość chudy chłopak. Miał jasnobrązowe włosy i kilka piegów na nosie. Przyglądał mi się swoimi piwnymi oczyma
- Mogłabym tutaj usiąść? - spytałam.
- Em... Co? Tak, tak. Siadaj. - odpowiedział z uśmiechem - Mam na imię Charlie... a ty?
- Abigail... - dodałam odwazjemniając uśmiech.
- Miło cię poznać, Abigail.
 

 
- Jestem Callum, a ty? - powiedział głębokim głosem, podając mi jednocześnie prawą dłoń.
- Abigail. - odparłam niepewnie, odwazjemniając gest.
- Hm... W takim razie miło mi cię poznać. - dodał, po czym spuścił wzrok i wrócił do poprzedniej pozycji. Ma gładkie ręce i białe zęby. Jest dość... przystojny? W międzyczasie przestało padać, a niebo niemal od razu zrobiło się niebieskie, błękitne oraz pojawiły się na nim biało-szare chmury.
Po chwili autobus wjechał na duży parking, który łączył się z małym ogrodem. Przebywało w nim mnóstwo moich rówieśników. Można było zauważyć, że siedzieli oni grupkami - dziewczyny ubrane w takie same kostiumy, wyglądały na cheerleaderki, od razu obok grupa, która czytała jakieś książki i energicznie gestykulowała, i chyba zespół metalowy, ludzie tam siedzący przypominali wyglądem Callum'a.
Nagle autobus gwałtownie zahamował i wszyscy w środku przechylili się w przód, a następnie w tył. Czułam jak z całej siły wbijam się w siedzenie. Mówiłam, że wszyscy zginiemy.
Zabrałam swój plecak i ustawiłam się w kolejce do wyjścia. Trochę się naczekałam zanim wysiadłam z pojazdu.
Tak jak myślałam, Callum od razu poszedł do ubranych na czarno chłopaków i dziewczyn. Jedna z nich podbiegła i przyczepiła się jak pijawka do jego ust. Wtedy coś mnie jakby ukłuło... hm, auć? Cóż, przyzwyczajona jestem do tych moich małych porażek. Chociaż, czy to byla porażka? Długo jeszcze się tak przyglądałam.
Odwróciłam twarz w inną stronę i zatrzymałam wzrok na grupce śmiejących się dziewcząt. Lubiłam to robić. Mama mi mówiła, że jestem dobrym obserwatorem i słuchaczem.
Wkońcu nadeszła 8:30. Dzwonek głośno zabrzmiał w moich uszach. Moja pierwsza lekcja. Podekscytowana zaczęłam się wspinać po schodach, aż doszłam do ogromnych drzwi. Pchnęłam je w przód, ale... gdzie była moja klasa?
 

 
Był pochmurny dzień. Szłam na przystanek autobusowy, który miał mnie zawieźć do szkoły. Bardzo się denerwowałam, nie miałam zbyt dobrych kontaktów z rówieśnikami... moja babcia zawsze mi mówiła, że ludzie są jak książki - otwierają sie tylko wtedy, gdy mają do kogoś zaufanie. Nigdy się jeszcze nie otworzyłam. Mimo wszystko jednak chciałam wiedzieć jak to jest mieć grono znajomych, z którymi możesz porozmawiać o wszystkim i w ogóle. W głowie krążyły mi myśli, a co jeśli uznają, że jestem dziwna, brzydka, gruba i niewarta poznania? Historia lubi się przecież powtarzać...
Siedziałam na szarym krawężniku, czekałam na autobus. Była 7:58, lekcje miałam zacząć o 8:30. Nagle usłyszałam grzmot i ujrzałam przed sobą ogromny, złoty szlaczek przecinający ciemne niebo. No nieźle. Po chwili zaczęło padać. Duże krople spadały prosto na ziemię. Najpierw powoli, a z czasem zaczęły przyspieszać. Wkońcu przyjechał autobus. Cała mokra wsiadłam do pojazdu. Prowadziła go kobieta z burzą rudych loków na głowie, do tego jeszcze miała grzywkę sięgającą do brwi, przez tą fryzurę trudno było dostrzec jej twarz. Jak ona mogła prowadzić z taką ograniczoną widocznoścą? Od razu wiedziałam, że wszyscy zginiemy. Odwróciłam twarz w drugą stronę i zauważyłam, że wszyscy mi sie przyglądają, ale nie tak delikatnie, patrzyli tak, jakby chcieli swoim wzrokiem wywiercić dziurę w moim ciele. Natychmiast przeszłam między fotelami. Chciałam usiąść sama, ale nie było już wolnych miejsc, więc usiadłam obok chłopaka w okularach. Miał brązowe loki, widać było, że dawno nie miały bliskiego kontaktu z grzebieniem. Ubrany był w czarną koszulkę, a na to czerwoną koszulę w kratę. Spodnie miał czarne, przecięte na kolanach, a na stopach szare trampki. Miał duże stopy, przy moich wyglądały jak kajaki. Spytałam, czy miejsce jest wolne, jednak on nic nie odpowiedział. Patrzył tylko w dal za oknem, nie reagował na ponowne pytanie. Stwierdziłam, że swoim zachowaniem wyraża jak bardzo jest zachwycony moim towarzystwem, ale mimo wszystko położyłam swoje ciało na miękkim siedzeniu obok. Uśmiechnął się. Przez krótką chwilę widziałam jak podniósł lewy kącik swoich pełnych ust. Po kilku minutach jazdy odwrócił twarz w moją stronę i popatrzył się swoimi wielkimi, krowimi* oczyma.
- Jestem Callum, a ty? - powiedział głębokim głosem.





~¬~¬~¬~¬~¬~¬~¬~¬~¬~¬~¬~¬~¬~¬~¬~¬~¬~¬~
*Krowie oczy - ciemne, brązowe, wręcz czekoladowe
 

 
Abigail jest szesnastolatką, która po przeprowadzce z rodzinnego miasta (Nowy York) zamieszkała ze swoją mamą i młodszym bratem w północnej części Californii. Dziewczyna nigdy nie była duszą towarzystwa, raczej kojarzono ją ze spokojną i niezbyt ciekawą osobą. Jej bliscy jednak wiedzieli, że była zupełnie inna, niż wszyscy myśleli.
Pewna sytuacja sprawiła, że nastolatka zamknęła się w sobie i przestała ufać ludziom.
Niedawno zaczęła również uczęszczać do pierwszej klasy liceum. Nowe miasto, nowa szkoła i znajomi... Czy Abigail uda się zaufać na nowo? Sprawdź w kolejnych rozdziałach.

~¬~¬~¬~¬~¬~¬~¬~¬~¬~¬~¬~¬~¬~¬~
Celowo nie napiszę jak wyglądają bohaterowie, chciałabym, aby każdy wyobraził na swój sposób jak oni wyglądają.
Napiszcie pod następnymi rozdziałami, jak wygląda wasza Abigail